Trafiłam na pewien zaskakujący artykuł. Kobietę wyproszono z
basenu, ponieważ karmiła lub chciała nakarmić swoje dziecko piersią. 9-cio
miesięczne maleństwo. Sprawa jest o tyle śmieszna, ze chodziło tu o złamanie
zakazu wnoszenia jedzenia i napojów na teren basenu… A jeszcze śmieszniejsze są
komentarze pod artykułem!
Ktoś pisze, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, bo
on/ona nie chce się kąpać w wydzielinie z czyichś piersi. Bo to obrzydliwe. Ja
się zastanawiam, czy taka osoba ma pojęcie, jak wygląda karmienie piersią? Niby
w jaki sposób owa „wydzielina” z piersi (zwana też mlekiem) wydostaje się do
basenu, podczas gdy dziecko ssie pierś? Pojęcia nie mam. Zastanawia mnie, czy
osoba która to napisała, ma świadomość w czym się kąpie. Woda w basenie jest
mieszanką wody z wszelkimi wydzielinami ludzkimi. Od śliny począwszy, poprzez
pot i na wydzielinach z genitaliów skończywszy. To nie jest obrzydliwe, w tym
chcesz się kąpać? Ja wolałabym wodę z mlekiem kobiecym, niż całą powyższą
mieszanką. Ktoś mi powie, że chlor dezynfekuje te wszystkie „dodatki”? W takim
razie mleko też zdezynfekuje, czego się brzydzisz?
Przecież to MLEKO! Zrozumieć nie potrafię, dlaczego ludzkie
mleko obrzydza ludzi? Dlaczego tak chętnie pijemy mleko krowie, czasem też od
innych zwierząt, a mleko „produkowane” przez nasz gatunek wzbudza niechęć? Świeżo
upieczone mamy często sięgają po mleko modyfikowane w proszku, nie
zastanawiając się nawet, co dają swojemu dziecku. Byle się maluch najadł, byle
nie płakał, żeby tylko nie musieć karmić za często. No i ten strach, że biust
już nie będzie taki jak kiedyś.
Żyjemy w przekonaniu, że piersi służą do przyjemności,
„zabawy”, mają ładnie wyglądać. Tymczasem biust to gruczoły mleczne, mają
służyć do karmienia potomstwa! Oczywiście, ładny wygląd biustu w niczym nie
zaszkodzi, ale nie dajmy się zwariować. Można przecież połączyć karmienie
piersią z ich ładnym wyglądem.
A pomyślmy jeszcze o tych biednych krowach, na których
żerujemy. Gdy krowa osiągnie odpowiedni wiek, jest zapładniana, zapewne metodą
inseminacji. Zachodzi w ciążę, po jakimś czasie rodzi swoje dziecko. A potem
takie krowie maleństwo jest zabierane na bok, karmione sztuczną odżywką, a jego
mamę doi się dwa razy dziennie. Maleństwo nie dostaje pożywienia od swojej
mamy, pożywienia które jest produkowane dla niego! Owe pożywienie wypijają
ludzie… Może to trochę szalone, ale ja myślę o krowie jako o matce. Sama nie
chciałabym, aby moje dziecko zabrano i podawano mu chemię, podczas gdy ja mogę
zadbać o jego wyżywienie. Żal mi krów, tego całego procesu produkcyjnego.
Przykro mi, że tor ewolucji tak się potoczył, iż człowiek ma władzę nad innymi
zwierzętami i prawo do kierowania ich losem. Jednak akceptuję to, bo nie jestem
w stanie sobie wyobrazić świata, w którym krowy rządzą nami i nas zjadają.
Potrafię też zaakceptować wybór każdej mamy, co do sposobu
karmienia własnego dziecka. Chcesz karmić piersią? Super! Nie chcesz, wolisz
dać krowie mleko modyfikowane? Też super! Komuś może się nie podobać, że daję
dziecku truskawki, a mi się może nie podobać, że ktoś daje parówki. I tyle.
Prawo do wyrażania zdania ma każdy, ot co.
Pragnę akceptacji dla każdego sposobu odżywiania małego
dziecka. Skoro nie przeszkadza Ci widok dziecka pijącego z butelki, nie
powinien też Ci przeszkadzać widok dziecka pijącego z piersi. Chciałabym, aby
ludzie zrozumieli jak naturalny jest proces karmienia piersią…
Nie jestem fanatyczką, nie upieram się przy swojej racji.
Nie chwalę się tym, że karmię moje dziecko. Zamierzam zakończyć proces
karmienia po około roku od jego rozpoczęcia. Zapewne podam też mleko
modyfikowane lub krowie, bo tak robią wszyscy, bo nie wiem czy dziecku nie
będzie czegoś brakowało w diecie, gdy nie będzie dostawało mleka. Bo lekarze
nakazują podawać mm. Bo powodów jest wiele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz